 .Od kilku tygodni TOZ otrzymuje kilkadziesiąt telefonów tygodniowo w sprawie kotów. Głównie dotyczą one małych, nowo narodzonych kociąt. Jak wiadomo od 2 lat Urząd Miasta nie przeznaczył żadnych środków na sterylizację. Mamy więc klęskę urodzaju. Kotki miejskie, wolno żyjące kocą się wszędzie - w parkach, w opuszczonych zabudowaniach, pod stojącymi samochodami, w studzienkach kanalizacyjnych, w stertach desek, opon, śmieci, i tym podobnych miejscach. W piwnicach to już luksus bo o zamykanie okienek piwnicznych skutecznie dbają ADM-y i Spółdzielnie Mieszkaniowe. Jeżeli wiadomo gdzie jest kotka z kociakami to jeszcze pół biedy bo można kontrolować sytuację, aż wykarmi kociaki i szukać im domów. Najgorzej jak ludzie znajdują kocięta, które trzeba karmić, tak jak rudobiały Edek, znaleziony za stacją paliw na Myśliborskiej, który ważył 10 dag i miał kilka dni. Takiego samego podrzucono pani, która pomaga kotom na ul. Warszawskiej. Ale niestety nie tylko bezdomne kotki są w trudnej sytuacji. Wiemy z pewnego źródła, że jeden z mieszkańców Gorzowa pochwalił się, że jego kotka obdarzyła go czterema kociakami, a ponieważ zamówienie miał tylko na dwa, więc dwa wrzucił do muszli klozetowej. Mamy obecnie pod opieką sporą kocią gromadkę. Ostatnio przybyło nam ośmiu wspaniałych podopiecznych z Kłodawy. Zostały znalezione w przemokniętym kartonie na śmietniku w centrum wsi. Maja ponad miesiąc. Gmina stanęła na wysokości zadania i przeznaczyła pieniądze na ich leczenie i utrzymanie. Jedno z tych kociąt nie ma oczka, ale poza tym Ślepotka jest zdrowa i żwawa. Pozostałe widać na załączonych zdjęciach. Wszystkie zaraz będą gotowe do adopcji. Zajęła się nimi nasza wolontariuszka - pani Janka. Wielkie dzięki! Miasto, owszem pomaga w leczeniu kotów z wypadków komunikacyjnych, ale dlaczego nie może zobaczyć związku pomiędzy brakiem środków na sterylizację a wzrostem populacji tych zwierząt. Oprócz kociąt będących pod opieką TOZ-ujest jeszcze sporo takich, którymi zajęli się ludzie, którzy je znaleźli, tak jak pani Monika, która znalazła kociaka na parkingu przy ul. Niemcewicza, ważył moze z 15 dag, ale krzyczał w niebogłosy, aby go zauważyła. Dziękujemy takim ludziom za ich serce. Pani Kasia z Polichna opiekuje się trójką kociąt znalezionych w stercie opon, miały szczęście bo upału ani ulewy w tym miejscu by nie przeżyły. Są tez gotowe do adopcji. Prosimy o przyjrzenie się tym małym, bezbronnym, futrzastym istotkom, które skoro miały już tyle szczęścia, że żyją i są pod opieką dobrych ludzi, to na pewno obdarzą szczęściem każdego, kto dam im dom. Jak zwykle prosimy Państwa o wsparcie w każdej postaci, a szczególnie finansowe, gdyż bez pieniędzy nie będziemy w stanie ratować zwierząt. Z góry dziękujemy.
|